Czego uczy nas Bagdad o miastach w kryzysie?
Jeszcze w XX wieku Bagdad był miastem, dla którego projektowali najwięksi architekci świata — Le Corbusier, Walter Gropius, Frank Lloyd Wright, Gio Ponti. To tu krakowskie biuro Miasto Projekt rysowało plan zagospodarowania stolicy, a iracka klasa średnia kształciła swoje kariery w przekonaniu, że buduje miasto przyszłości. A potem, niemal z dnia na dzień, świat z Bagdadu wyjechał.
Co się dzieje z urbanistyką, kiedy znika horyzont przyszłości? Kiedy planowanie miasta przestaje być projektowaniem tego, co ma nadejść, a staje się zarządzaniem przetrwaniem? To pytanie wydaje się odległe i egzotyczne, a okazuje się zaskakująco aktualne dla każdego, kto myśli o mieście w warunkach kryzysu — finansowego, politycznego czy klimatycznego.
W rozmowie z Dorotą Woroniecką-Krzyżanowską, antropolożką społeczną z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, oraz Aleksandrą Wojtaszek — badaczkami realizującymi projekt Made in Iraq — przyjrzeliśmy się Bagdadowi przez pryzmat lat 90.: dekady sankcji, odcięcia i wymuszonej samodzielności, o której w literaturze niemal się nie pisze. Obie od kilku lat regularnie jeżdżą do Bagdadu i prowadzą badania we współpracy z naukowczyniami z Uniwersytetu Bagdadzkiego.
Miasto, dla którego projektowali najwięksi
Trudno dziś wyobrazić sobie Bagdad jako światową stolicę architektury, ale tak właśnie było. Odkrycie ropy naftowej dało Irakowi w latach 50., 60. i 70. środki na skokowy rozwój, w dużej mierze zasilany zagranicznym know-how. Walter Gropius wraz z biurem TAC zaprojektował kampus Uniwersytetu Bagdadzkiego — tego samego, z którym dziś współpracują badaczki. Le Corbusier, Gio Ponti, Frank Lloyd Wright — kto liczył się wówczas w architekturze, działał w Iraku.
To nie był tylko import nazwisk. Jak wspomina Dorota, jej mama jeszcze w latach 80. jeździła do Bagdadu w ramach Polservisu i wracała z obrazem miasta kosmopolitycznego, bogatego i kolorowego, którego szara Warszawa nie mogła nawet zacząć dorównywać. W tej aurze iraccy profesjonaliści kształcili się, planowali kariery i myśleli o tym, jak będą współtworzyć własne miasto. To poczucie zostało im potem brutalnie odebrane.
Gdy świat wyjeżdża z dnia na dzień
Rok 1990 wyznacza cezurę. Po irackiej inwazji na Kuwejt na kraj nałożono międzynarodowe sankcje, które miały najpierw zmusić Irak do wycofania się, a później doprowadzić do upadku reżimu Saddama Husajna. W praktyce oznaczały coś jeszcze: zagraniczne firmy wyjechały, a Bagdad został odcięty od ekspertów, materiałów i technologii.
Co istotne, kryzys nie zaczął się od sankcji — jego korzenie sięgają wojny z Iranem, która wybuchła w 1980 roku i trwała osiem wyniszczających lat. Wielkie plany rozwojowe miasta wygasły już w 1986 roku. Plan opracowany przez krakowskie Miasto Projekt miał horyzont na rok 2000, ale w połowie lat 90. zdecydowano się przygotować nowy masterplan w oparciu o poprzedni. To była pierwsza próba zaplanowania Bagdadu wykonana w całości przez samych Irakijczyków — i powstawała przy dramatycznie ograniczonym budżecie.
Urbanistyka przetrwania
Tu pojawia się termin, który najlepiej oddaje tę epokę: emergency planning — planowanie nie dla rozwoju, lecz dla przetrwania. W latach 90. w mieście praktycznie nie powstawały nowe inwestycje. Aktualizacja map odbywała się w sposób, który dziś brzmi nieprawdopodobnie: studenci wychodzili na miasto i ręcznie nanosili zmiany, bez zdjęć satelitarnych, których nie było ani z powodów finansowych, ani ze względów bezpieczeństwa.
A jednak to, co najbardziej zaskoczyło same badaczki, to nie skala zapaści, lecz zdolność mobilizacji. Dorota pisze właśnie artykuł o odbudowie po wojnie w Zatoce z 1991 roku i wciąż nie kryje podziwu:
„Często ci ludzie wspominają, że pierwszy raz w życiu musieli odbudować most albo zastosować konkretną technikę budowy wysokich budynków. I mimo to się udało."
Zwykle myślimy o budowaniu eksperckiej wiedzy w długiej perspektywie. Tymczasem tu cały system trzeba było uruchomić niemal z dnia na dzień — i uruchomiono. Ola dorzuca przykład prototypów domów wznoszonych w latach 90. bez użycia stali, opartych na strukturze kopuł i łuków, budowanych tradycyjnymi metodami. Niedostatek okazał się przymusowym laboratorium pomysłowości.
Sprawczość w cieniu reżimu
Łatwo byłoby opowiedzieć tę historię jako triumf ludzkiej zaradności. Rzeczywistość jest jednak ciemniejsza. Odbudowa była jednym z ulubionych narzędzi propagandowych Saddama Husajna — sposobem, by pokazać światu, że żadne sankcje go nie złamią, a lokalnej społeczności, że jego władza sięga tak daleko, iż potrafi postawić kraj na nogi w rok. Jak zauważa Ola, ten przekaz narastał już od lat 80., w trakcie wojny z Iranem: „Budujemy, nie poddajemy się — nawet w obliczu kryzysu wciąż tu jesteśmy i radzimy sobie świetnie."
Badaczki świadomie patrzą na ten okres z innej perspektywy — od strony inżynierów, architektów i studentów, którzy faktycznie wykonywali tę pracę. Ich założenie jest jasne: nawet w systemie tak silnie autorytarnym istnieje sprawczość jednostek. Dyrektywa „budujcie teraz domy bez stali" mogła przychodzić z góry, ale to, jak ludzie ją wykonali, jakie rozwiązania zastosowali i ile kreatywności w to włożyli, pozostawało po ich stronie. Wśród młodych studentów zaangażowanych wtedy w przebudowę osiedla w centrum miasta był, jak się okazało, późniejszy premier Iraku.
Dlaczego dziś trudno o tym mówić
Te osiągnięcia mają jednak gorzki epilog. Po 2003 roku, zamiast kontynuować współpracę z zespołem Uniwersytetu Bagdadzkiego, zlecenie na nowy plan zagospodarowania znów powierzono zagranicznej firmie. Dorobek wypracowany w najtrudniejszym okresie nie znalazł przełożenia na późniejsze lata.
Jest też powód głębszy. Po transformacji 2000 roku — okupacji amerykańskiej i wprowadzeniu systemu demokratycznego — temat lat 90. pozostał nieprzepracowany, bo zmiana była narzucona z zewnątrz. Każda pozytywna wypowiedź o tamtym okresie, nawet ta zupełnie niepolityczna, zapala czerwoną lampkę — bywa odczytywana jako sympatia wobec reżimu Saddama. Wielu specjalistów, którzy działali wtedy, musiało wyjechać; ci, którzy zostali, woleli trzymać tzw. low profile. Dlatego dotarcie do tych ludzi i ich historii jest dziś częścią badawczego wyzwania.
Bagdad po 2003: nieformalność, segregacja, prywatni inwestorzy
Współczesny Bagdad ukształtowały trzy siły: prywatne inwestycje, nieformalność i bezpieczeństwo. Przed 2003 rokiem to państwo było głównym graczem — całe dzielnice powstawały według klucza zawodowego, na bazie spółdzielni: dzielnice inżynierów, lekarzy, co najmniej dwie oficerskie, dzielnica uniwersytecka. Mieszkali w nich obok siebie szyici, sunnici i chrześcijanie, posortowani raczej według zawodu i statusu niż przynależności etniczno-religijnej.
Wojna domowa, która wybuchła na dużą skalę w 2006 roku, odwróciła tę logikę. Nastąpiły masowe ruchy ludności i konsolidacja dzielnic wzdłuż linii etniczno-religijnych — mieszany dotąd Bagdad uległ głębokiej segregacji. Pojawiły się też zamknięte osiedla z ochroną i rejestracją każdego wjeżdżającego samochodu. Równolegle eksplodowała nieformalność: podział działek, dobudowywanie pięter, wchodzenie na chodniki, a także rozrost nieformalnych osiedli — często właśnie w pasie zieleni, który polski masterplan przewidział jako tereny zielone. Władze, jak przyznał badaczkom gubernator, miały „związane ręce": nie potrafiły zaproponować alternatywy, a ze względów bezpieczeństwa ludzie i tak nie mogli wrócić w rodzinne strony.
Miasto, które rozmawia o korkach
„W Bagdadzie nie rozmawia się o pogodzie, bo pogoda jest nudna. Rozmawia się o korkach."
Odkąd w latach 90. upadł transport publiczny — a wcześniej działały tu autobusy, sygnalizacja świetlna, istniał nawet zaawansowany projekt metra — przejazd przez miasto potrafi zająć kilka godzin tam, gdzie normalnie wystarczyłoby piętnaście minut. Nowy plan zagospodarowania powstał, ale wciąż leży niepodpisany u premiera, więc formalnie obowiązuje plan zaproponowany przez Miasto Projekt Kraków. Bieżące inwestycje — przebudowy wiaduktów, nowe drogi — realizuje się na podstawie rozwiązań z lat 70. i 80. To nie nowe pomysły, lecz powrót do recept sprzed trzydziestu lat.
Ola nazywa to wciąż obecnym emergency planning. Pieniądze są — Irak przestał płacić reparacje wojenne Kuwejtowi — więc nacisk pada na to, żeby inwestować, inwestować, ale bez szerszej wizji tego, jak Bagdad ma wyglądać.Miasto dryfuje w stronę estetyki państw Zatoki: wieżowce, pojedyncze projekty rewitalizacji starej tkanki, tramwaj w centrum pod hasłem stolicy turystyki Bliskiego Wschodu. W tle piętrzy się galimatias prawny — regulacje z czasów osmańskich, przedsaddamowskie, saddamowskie i amerykańskie nakładają się na siebie, a tysięcy nieformalnych budów nie da się ani zburzyć, ani łatwo zalegalizować. Symbolem jest kompleks mieszkaniowy ciągnący się przez trzy kilometry, liczący 270 mieszkań, którego status własności dopiero w 2024 roku zaczął porządkować urząd miasta.
Czego uczy nas Bagdad
Najmocniejszym wątkiem naszej rozmowy było odkrycie, że kryzys nie zabija miasta od razu — on zmienia jego sposób myślenia o sobie samym. Bagdad pokazuje, jak łatwo planowanie przyszłości zamienia się w nieskończone gaszenie pożarów, i jak trudno z tego trybu wyjść, gdy władza jest niestabilna, a horyzont kurczy się do najbliższych kilku lat.
Miasto można odbudować w rok. Odbudowa wizji, dla której warto budować, trwa znacznie dłużej.
Polecane książki:
📘 Nadciąga noc — Anthony Shadid (wyd. Czarne) — reportaż oddający ludzki wymiar Iraku po 2003 roku: nastroje, emocje, czarny humor.
📘 Contested City — Alissa Walter — o miejskich tematach Bagdadu: nieformalności i latach 90.
Obejrzyj nasz odcinek: