Jak Polak zaprojektował Singapur?
W debatach o mieście najłatwiej sprzedać architekturę. Spektakularny budynek, znane nazwisko, efektowną wizualizację. Znacznie trudniej opowiedzieć o planowaniu przestrzennym — choć to właśnie ono w długim okresie decyduje o tym, czy miasto działa, czy się korkuje, czy daje mieszkania, czy wypycha ludzi na peryferia, czy potrafi rozwijać się bez chaosu. Dlatego historia Krystyna Olszewskiego jest tak zaskakująca. Mówimy o polskim urbaniście, który odegrał ważną rolę w planowaniu Singapuru, a mimo to niemal nie istnieje w szerszej świadomości.
Ten odcinek Urbcastu jest nie tylko o wystawie, która miała ostatnio miejsce w Warszawskim Pawilonie Architektury - ZODIAK. To rozmowa o tym, czy rozwój miasta można zaprojektować, jaką rolę powinno odgrywać państwo i dlaczego planowanie w Polsce wciąż budzi ambiwalentne skojarzenia. A opowiada o tym Piotr Woliński - architekt i kurator wystawy.
Dlaczego o planowaniu mówi się tak rzadko?
W rozmowie wybrzmiewa bardzo wyraźna teza: planowanie przestrzenne nie ma dziś tego samego „powabu” co architektura. Jest mniej widowiskowe, trudniejsze do pokazania, bardziej zbiorowe niż autorskie. Architekta można łatwo przypisać do budynku. Planistę — znacznie trudniej do miasta.
To ważny punkt wyjścia, bo tłumaczy nie tylko zapomnienie Krystyna Olszewskiego, ale też szerszy problem debaty publicznej. Miasta często oceniamy przez pojedyncze inwestycje, a nie przez układy transportowe, strukturę zabudowy, politykę mieszkaniową czy długoterminową organizację przestrzeni. Tymczasem właśnie tam rozstrzyga się jakość codziennego życia.
W tym sensie rozmowa o Olszewskim staje się pretekstem do odzyskania samego języka planowania. I to nie jako technokratycznej procedury, ale jako narzędzia realnego wpływu na przyszłość.
Krystyn Olszewski — urbanista, którego prawie nikt nie pamięta
Piotr Woliński przypomina, że Krystyn Olszewski nie był zwykłym uczestnikiem zespołu. Był głównym projektantem, który wnosił do pracy nad Singapurem doświadczenie zdobyte wcześniej przy planie ogólnym Warszawy oraz przy planowaniu Bagdadu. To nie był przypadkowy ekspert z zewnątrz, ale człowiek przygotowany do działania w skali, która dziś wydaje się wręcz niewyobrażalna.
I właśnie to jest w tej historii uderzające: Polska miała urbanistów, którzy byli angażowani do współtworzenia dużych projektów rozwojowych poza krajem. Dziś ten fragment historii jest niemal nieobecny. Być może dlatego, że zbyt mocno kojarzy się z epoką gospodarki planowej, z PRL-em, z centralizmem państwa. A może dlatego, że po 1989 roku słowo „planowanie” długo budziło raczej podejrzliwość niż zainteresowanie.
Piotr stawia tu ciekawą diagnozę: razem z odrzuceniem politycznego kontekstu poprzedniego systemu odrzucono też część wiedzy i doświadczeń związanych z planowaniem jako takim. Innymi słowy, wylaliśmy dziecko z kąpielą.
Singapur: od przegęszczonego miasta do projektu państwowego
Najmocniejsza część rozmowy dotyczy samego Singapuru. Nie jako mitu nowoczesności, ale jako bardzo konkretnego przypadku historycznego. W latach powojennych Singapur był miejscem gęsto zabudowanym, przeludnionym i biednym. W rozmowie pada obraz mieszkań dzielonych na małe cele bez okien, służących właściwie tylko do snu i przechowywania dobytku. Ulica była przedłużeniem życia codziennego, bo wnętrza nie nadawały się do normalnego funkcjonowania. Taki stan nie był wyjątkiem w szybko urbanizujących się miastach świata, ale w Singapurze zbiegł się z wyjątkowym momentem politycznym.
Po uzyskaniu niepodległości w 1965 roku trzeba było zbudować nie tylko sprawne miasto, ale de facto całe państwo-miasto. Planowanie przestrzenne nie było tam dodatkiem do polityki rozwojowej tylko jednym z jej fundamentów.
Brytyjczycy wcześniej inicjowali pewne zmiany, ale dopiero niepodległy Singapur zaczął myśleć o decentralizacji, rozwoju infrastruktury i nowym układzie miasta z dużo większym rozmachem. Nie chodziło już tylko o poprawianie warunków życia, ale o stworzenie podstaw pod rozwój gospodarczy, sprawne państwo i trwałą strukturę przestrzenną.
Dlaczego właśnie Polak?
To jeden z najbardziej ciekawych wątków tej historii. Singapur, nie mając jeszcze wystarczająco doświadczonych własnych planistów, zwrócił się o pomoc do ONZ. Organizacja przygotowała ekspertyzy rozwojowe i pomogła uruchomić proces planistyczny. Wśród ekspertów był Adolf Ciborowski, naczelny architekt Warszawy w czasie, gdy Olszewski pracował nad planem ogólnym stolicy.
Kiedy pojawił się problem ze znalezieniem osoby zdolnej poprowadzić przedsięwzięcie tej skali, Ciborowski miał wskazać właśnie Olszewskiego. Nie jako gest kurtuazji, ale jako konkretną odpowiedź na konkretne wyzwanie. Człowieka, który miał doświadczenie z dużymi, złożonymi planami i potrafił myśleć o mieście w długiej perspektywie.
Czy jesteś w stanie sobie wyobrazić, że polska szkoła planowania miała wtedy realną wartość eksportową.
Planowanie, państwo i kontrowersje
Piotr wyraźnie zaznacza, że planowanie na taką skalę zawsze jest polityczne. W przypadku Singapuru wiązało się z silną rolą państwa, podporządkowaniem jednostki szerszym celom rozwojowym, dyscypliną społeczną i długoterminowym zarządzaniem. Z jednej strony dało to sprawczość, z drugiej — budzi pytania o granice kontroli.
„Planowanie jest jak pieniądze — samo w sobie jest neutralne.” Bo planowanie nie jest automatycznie ani opresją, ani zbawieniem. Może służyć ludziom, ale może też służyć abstrakcyjnej idei państwa. Może tworzyć lepsze miasta, ale może też legitymizować dominację.
Dlatego Singapur jest tak ciekawym przypadkiem. Nie jako model do bezpośredniego kopiowania, ale jako laboratorium pytania o granice państwowej sprawczości. Zwłaszcza dziś, gdy w Europie i w Polsce narzekamy na przewlekłość procedur, słabość instytucji, rozproszenie odpowiedzialności i brak długiego horyzontu myślenia.
Czego uczy Singapur?
Singapur był przypadkiem wyjątkowym. To państwo-miasto, strategicznie położone na mapie światowego handlu, z bardzo specyficznym zapleczem kulturowym i politycznym. Jego sukces opierał się nie tylko na planie przestrzennym, ale też na połączeniu położenia geograficznego, dyscypliny instytucjonalnej, priorytetu rozwoju gospodarczego i społecznej akceptacji dla silnej roli państwa.
Polska działa w innym kontekście: demokratycznym, bardziej pluralistycznym, mniej scentralizowanym. Ale z tego nie wynika, że nie da się wyciągnąć żadnych lekcji. Wręcz przeciwnie.
Najciekawsze lekcje z Singapuru nie dotyczą kopiowania jego ustroju, lecz:
powagi, z jaką potraktowano planowanie,
umiejętności myślenia długoterminowego,
budowania instytucjonalnego know-how,
i przekonania, że przestrzeń nie jest skutkiem ubocznym rynku, tylko przedmiotem świadomej polityki.
To być może najważniejszy wniosek z całej rozmowy. Miasta nie rozwijają się dobrze same z siebie. Dobre rezultaty nie biorą się z improwizacji.
Co ta historia mówi o Polsce?
Choć rozmawiamy o Singapurze, stale wraca pytanie o nas samych:
dlaczego w Polsce tak trudno budować szacunek dla planowania przestrzennego?
Dlaczego tak mało mówimy o urbanistach?
Dlaczego debata o mieście tak często kończy się na estetyce, a nie dochodzi do struktury decyzji?
Ta historia przypomina, że planowanie nie jest reliktem poprzedniej epoki. Jest jednym z podstawowych narzędzi nowoczesności. Problem nie polega na tym, czy planować, tylko jak, dla kogo i z jaką odpowiedzialnością.
Jeśli dziś polskie miasta zmagają się z chaosem przestrzennym, rozlewaniem zabudowy, kryzysem mieszkaniowym i przeciążeniem infrastruktury, to nie dlatego, że planowania było za dużo. Raczej dlatego, że było go za mało, było zbyt słabe albo ustępowało doraźnym interesom.
Obejrzyj nasz odcinek: